październik27
Przed Państwem nie lada gratka: wywiad z prawdziwym bajkopisarzemi i to w dodatku czarnoskórym! Udało mi się spotkać z nim oko w oko. A tych, którym się nie uda zachęcam do poczytania jego baśni z tomu “Czarownica Nanga” wydanego przez Media Rodzinę.
Afrykańskie opowieści już dawno napisali nieafrykańczycy: Chińczycy, Japończycy, Francuzi, Amerykanie. Jak dzisiaj skomponować baśnie z Czarnego Lądu zawierające prawdziwą duszę tego kontynentu? - zastanawia się Kama Sywor Kamanda, kongijsko-luksemburgski pisarz.
Krystyna Romanowska: Mówi Pan o sobie: “jestem jedynym żyjącym klasykiem baśni”. Czy to oznaka typowej kongijskiej próżności?
Kama Sywor Kamanda: Cha, cha, cha! Od kilku lat mieszkam w Luksemburgu, więc może przejąłem trochę z europejskiej zarozumiałości? Faktem jest jednak, że studenci uniwersytetów kandyjskich, amerykańskich mają w lekturach obowiązkowych książki Kamandy, a mój debiutancki zbiór baśni: “Opowieści afrykańskich wieczornic” jest lekturą obowiązkową we wszystkich francuskich gimnazjach. Ale nie zawsze śpieszę, by opowiadać nowo spotkanym ludziom, jaki zawód wykonuję. Bo czy ja wyglądam na pisarza?
Ma Pan chyba ze dwa metry, jest Pan dobrze zbudowany, bezpośredni, hałaśliwy i jowialny, bez śladu artystycznego zamyślenia…
No właśnie, zbyt często widziałem szeroko otwarte oczy moich rozmówców, którzy dowiadywali się, że jestem pisarzem. W zbiorowej świadomości utarło się bowiem: wielki pisarz musi być martwy. A jeżeli jest żywy, to powinien być chudy, blady, brzydki, mieć kompleksy i nieobecne spojrzenie, palić papierosy…
... i być białym mężczyzną.
Właśnie. Ja tymczasem jestem czarny jak Aladyn z baśni o cudownej lampie.
Aladyn był Arabem.
Błąd. Padła Pani ofiarą literackiego przekłamania. Aladyn, jego wuj, a nawet dżin mieli skórę koloru gorzkiej czekolady! Opowieści Tysiąca i jednej nocy mają bowiem proweniencję afrykańską, a w toku dziejów zostały po prostu zislamizowane.
Ali Baba też był czarny?
Owszem. Jak heban. Wiele innych baśni, o których myślimy, że są chińskie, japońskie, arabskie czerpią z afrykańskiej studni tradycji. Jaka jest tego konsekwencja? Studnia tradycji Czarnego Lądu jest pusta. Dlaczego? Antropolodzy, pisarze, naukowcy ze wszystkich europejskich krajów przez wiele dziesiątków lat wysuszyli to źródło. Chińczycy, Japończycy, Francuzi, Arabowie, Amerykanie spisali już wszystkie afrykańskie opowieści nasączając je wedle swojego widzimisię wątkami chrześcijańskim, muzułmańskim, Tao i innymi.
Pana baśnie nie są więc zapisem, transkrypcją opowieści afrykańskich bajarzy?
Absolutnie nie. Wielu ludzi tak myśli. Niestety, dzisiaj nie ma już takiej możliwości. Jako pisarz zajrzałem w głąb tej pustej studni, o mało z rozpaczy nie wpadłem do niej.
Ale poradził Pan sobie doskonale.
Tylko dzięki wyobraźni, a także znajomości nowoczesnej i tradycyjnej Afryki, również moim literackim studiom. Zderzyłem się jednak z problemem, jak podać baśnie afrykańskie bez zatracenia afrykańskiej duszy?A jednocześnie - nie powtarzać tego, co zostało już napisane. To była ogromna praca: zrekonstruować afrykańską ? coraz bardziej fragmentaryczną pamięć. Powiedziałbym nawet pamięć skorumpowaną. Dzisiaj ogromnym problemem Afryki jest percepcja jej przez pryzmat podziałów: chrześciajanie - muzułmanie, kapitaliści -komuniści, nowoczesność - tradycyjność, mafie diamentowe, złote, platynowe. Gdzie w tym chaosie jest miejsce dla baśni? Chciałem uniknąć tych wszystkich “cliches” i pokazać Afrykę przepełnioną wyobraźnią, Afrykę snów, Afrykę ze snów, bo przecież każdy z nas ma swój afrykański sen. Ale także Afrykę realną: wioski, miasta, suszę, porę deszczową.
Korzenie Pana rodziny są egipskie, w baśniach przewija się Dolina Królów, Nil, Sfinks. Pana babcia, która dożyła 104 lat opowiadała Panu, jak się żyło w Egipcie?
Jestem pewien, że gdyby nie ona, nie zostałbym pisarzem. Ona obudziła we mnie marzenia o kraju moich przodków. Nie chciała, żebyśmy stracili pamięć przeszłości. To babcia przekazała mi historię mojej rodziny od czasów egipskich do kongijskich.Wiele zawdzięczam także moim wcześniejszym przodkom, bo w każdym pokoleniu był ktoś, kto starał się przekazać młodszym pamięć naszej rodziny, naszego klanu.
Tylko przekazy rodzinne mogą stanowić gwarancję, że historia opowiedziana będzie prawdziwa?
W Afryce - tak. Dlatego dziedzictwem kulturowym moich baśni jest także pokazanie cząstki prawdziwej historii Afryki. Ponieważ ta - powszechnie znana - jest oparta na kłamstwie. Kiedy czytamy książki czy oglądamy filmy o starożytnym Egipcie - wszyscy tamtejsi mieszkańcy są biali! Pytam, jakim cudem? Egipt był czarny. Pierwsi biali, jacy dotarli do Afryki (za wyjątkiem Persów) to żołnierze Aleksandra Macedońskiego. Oburza mnie też nazywanie Kleopatry królową Egiptu. Ona nie była Egipcjanką. Taka z niej królowa Egiptu jak z de Gaulle a - prezydent Senegalu!
Zacietrzewił się Pan!
Bo mnie to denerwuje! Stereotypizacja Afryki to także jeden z powodów tego, że afrykańscy pisarze są tak mało znani i tak trudno im się przebić. Nie ma typowej Afryki. Jest wiele Afryk. Jest Afryka arabska, Afryka Czarna, w której mieszczą się także afryki tradycyjne z Zulusami, Buszmenami, Pigmejami, Masajami.
Ale Panu się udało przebić, jest Pan znanym afrykańskim autorem, chociaż w Polsce …. nikt o Panu nie słyszał…
(śmiech) To prawda. Odbiło się to nawet na tytule zbioru baśni wydanego w Polsce. Miał on brzmieć po prostu “Baśnie”, tak jak baśnie braci Grimm, Perlauta czy Andersena. Ku mojemu zdziwieniu, wydawca oświadczył: “Ponieważ jest Pan Afrykaninem - tytuł musi brzmieć “Baśnie Afrykańskie”. Nie! ? zawołałem. - To nie Afrykańczycy zebrali się na jakiejś konferencji i napisali baśnie, to ja - Kamanda - je napisałem! Dlaczego jeżeli Baśnie Andersena są baśniami Andersena, dlaczego Baśnie Kamandy nie mogą być Baśniami Kamandy!” Uznałem, że to jakaś forma rasizmu!
Ależ Wy, Afrykańczycy, jesteście przewrażliwieni na punkcie rasizmu! Ale w końcu wydawca Pana przekonał?
Przemówiły do mnie względy komercyjne. To prawda, że nikogo nie przyciągnie tytuł “Baśnie” Kamandy, ale - ponieważ Polacy lubią podróżować do Afryki - tytuł “Baśnie afrykańskie” zaintryguje więcej czytelników.
Po drodze Panu ze wspomnianymi przez Pana: Hansem Christianem Andersenem czy braćmi Grimm?
Mam wrażenie, że Andersen jest mi duchowo najbliższy. Jego i moje utwory są baśniami literackimi, do napisania których potrzebny jest wyjątkowy kunszt literacki, maestria językowa. On pisał poezję, ja - również. No i nasze baśnie nie kończą się zawsze happy endem.
Tyle tylko, że w Pana utworach jest trochę mniej okrucieństwa niż w bajkach europejskich w ogóle. Co prawda stonoga umiera na słońcu, a olbrzym zjada dzieci wieśniaka, ale daleko Panu do sadyzmu np. braci Grimm.
Staram się unikać epatowania przemocą i okrucieństwem, może dlatego, że piszę o kontynencie, który wiele wycierpiał…
Prawdę powiedziawszy jednak, co Pan może wiedzieć o teraźniejszej Afryce, skoro połowę czasu twórczego spędza Pan w Japonii, a połowę - w Luksemburgu?
Tu mnie Pani złapała! Rzeczywiście, najlepiej mi się tworzy i myśli w Japonii. Ale do Afryki, gdzie przecież spędziłem prawie połowę życia, wracam co rok. Chociaż zwiedziłem wszystkie kraje świata, moje serce jest właśnie tu: w Dolinie Okawango w Bostswanie czy w Kenii. Zawsze dochodzę do wniosku, że wszyscy jesteśmy Afrykańczykami. Każdy z nas ma przecież swój afrykański sen. Sen o mojej Afryce jest zawarty w baśniach.
Rozmawiała: Krystyna Romanowska
Kama Kamanda jest pisarzem kongijsko-luksemburgskim pochodzenia egipskiego. Zadebiutował w 1966 roku jako 14-latek zbiorem baśni. “Opowieści afrykańskich wieczornic”. Skończył prawo na uniwersytecie w Liege, studiował także nauki polityczne, literaturę i filozofię na uniwersytecie. W latach 70-tych wyemigrował z Konga jako opozycjonista. napisał około dwudziestu książek zawierających tysiąc wierszy i setki opowieści, w tym 252 baśni. Jego dorobek literacki obejmuje także kilka powieści. Laureat wielu nagród, ostatnią francuską nagrodę literacką Heredia - dostał w zeszłym za całą twórczość poetycką. W Polsce ukazał się zbiór jego baśni “Czarownica Nanga. Baśnie Afrykańskie”.