Krysia, Twins & Co

Słodkie kłopoty w podwójnym wydaniu…

Kamyki Astona, Lotta Geffenblad

sierpień19

Kamyki Astona, Lotta Geffenblad
Dzisiaj rano Lena obudziła się z pytaniem na ustach: Mamo, dlaczego grzyby mają tylko  jedną nogę? Kamyki Astona to książka dla wiecznie chłonnych informacji maluchów. Przepiękna, przeurocza książka o tym, że nawet najwrażliwsi rodzice i tak są mniej wrażliwi od swoich dzieci jeżeli chodzi o zadziwienie światem i empatię. Historia pieska Astona, który przynosi do domu kamienie i opiekuje się nimi, nie wychodzi od trzech dni z sypialni Mai i Leny. Czytamy ją trzy razy przed zaśnięciem, a podczas lektury padają te same pytania: Dlaczego Aston marszczy brwi, dlaczego mama gra na gitarze. I gdzie jest auto?
Książka jest niebywale pięknie zilustrowana, urzeka gra światłem i dbałością o szczegół. Fabuła  - zabawna, przewrotna i bliska rodzicom kilkulatków. A co więcej - lansująca partnerski model rodziny: tata robi na drutach, a mama gra na gitarze i … robi zakupy. Polecam!

———–
Kamyki Astona, Lotta Geffenblad
Wydawnictwo Eneduerabe, Gdańsk 2010
Oprawa twarda, 28 stron, cena 22,90 PLN

posted under ogólna | No Comments »

Nóż w palcu, Wojciech Feleszko/Ignacy Czwartos

sierpień19

Nóż w palcu, Wojciech Feleszko/Ignacy Czwartos

Druga z kolei książka świetnego duetu, który przybliża dorosłym i dzieciom tajemnice ciała ludzkiego. I to w jakim stylu! Otóż Julka kaleczy się w palec przy krojeniu bułki do szkoły. Krew się leje strumieniami, a nóż błyszczy w świetle słońca. Potem następuje omdlenie ojca na widok krwi oraz brawurowa jazda do doktora Orzeszko. Moje trzyipółletnie bliźniaczki były niewymownie podniecone takim rozwojem akcji. Wołały: nóż, Julka, krew. I zaczęłam się obawiać, że książka odniesie przedziwny skutek w postaci niezdrowego zainteresowania krwawymi tematami. Nic bardziej mylnego. Przy pierwszym skaleczeniu czy rozkrwawionym kolanie na hasło: “doktor Orzeszko tak radzi” bez oporu dawaly sobie polewać ranę wodą utlenioną i zalepiać plastrem. A podczas niedawnego powrotu z wakacji samochodem, przez około dwóch godzin wysłuchiwaliśmy, w jaki sposób płytki krwi budują ścianę, żeby krew nie leciała z rany!

Reasumując: doskonała kontynuacja pierwszego tomu, ewidentnie czuć, że obaj panowie się rozkręcają. Dynamiczne ilustracje Ignacego Czwartosa doskonale działają na dziecięcą wyobraźnię. Swietne są także także tzw. “opowiadacze”, czyli ramki z dodatkowymi informacjami, które mogą być dobrym pretekstem do rozmów rodziców z dziećmi. Bezcenne! Czekamy z utęskieniem na ciąg dalszy.

———————————–
Nóż w palcu, Wojciech Feleszko/Ignacy Czwartos
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2010
Oprawa twarda, 32 strony, 29 PLN

Być rodzicem to za mało

kwiecień1

Na blogu Krysia, Twins & Co witam Renatę Mazurowską, doskonałą dziennikarkę, niespożytą tropicielkę przejawów piękna we wszechświecie i świetnego przyszłego trenera. Zapraszam do lektury.

Być rodzicem to za mało
Jakim jesteś rodzicem dla swoich dzieci? Jakim chciałbyś być? Jak wyobrażasz sobie więź ze swoim dzieckiem za 5, 10 czy 15 lat? Czy zadajesz sobie w ogóle takie pytania? Możesz je usłyszeć od coacha, który nauczy cię, jak być trenerem dla własnego dziecka, już od pierwszych dni jego życia.  Być tylko rodzicem, to dziś za mało. Trzeba być rodzicem świadomym.

Niedawne (marzec 2010) badania prof. Jacka Kurzępy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wykazały, że polskie dorastające dzieci chcą spędzać z rodzicami więcej czasu. Brakuje im rozmów, wspólnych wyjść do kina i wakacji. Ale co ważniejsze - brakuje im relacji i porozumienia. Obie badane strony, rodzice i dzieci, nie znają wzajemnych oczekiwań i zakładają, że druga strona nie chce spędzać z nimi więcej czasu.

Powyższe dane potwierdzają wcześniejsze o kilka miesięcy (jesień 2009)  wyniki raportu pn. “Badania rodziców 2009″ przeprowadzonych przez MillwardBrown SMG KRC. Czytamy tam, że “rodzicom wydaje się, że dzieci spędzają więcej czasu w domu, niż twierdzą to same dzieci “oraz “rodzice słabo orientują się w tym, co robią i czego doświadczają poza domem ich dzieci”. Ponadto polscy rodzice mają wysokie oczekiwania edukacyjne w stosunku do swoich dzieci, ogromna większość (dwie trzecie) spodziewa się, że ich dziecko ukończy szkołę wyższą.
Rozbieżność wzajemnych oczekiwań zazwyczaj wynika z braku komunikacji. Brak komunikacji - z niepełnych relacji. Rodzice myślą życzeniowo, bo nie mieli czasu albo chęci poznać własne dzieci. Z pomocą w budowaniu tych więzi i podążaniem za prawdziwymi potrzebami dzieci przychodzi parent  coaching “coaching rodzicielski”. Od lat stosowany z powodzeniem na świecie, właśnie wkracza do Polski. Jesienią rusza w Krakowie Szkoła Coachów Rodzicielskich. Wyszkoleni w niej trenerzy będą
później uczyć rodziców, jak stymulować rozwój ich dzieci.

ABECADŁO

Coaching jako metoda pracy z rodzicami pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, powszechnie stosowany jest także w Wielkiej Brytanii. Nie jest tylko zjawiskiem, chwilowym trendem, ale stylem życia dla wielu amerykańskich i angielskich rodzin. Pracownia Psychologiczna Elżbiety Sołtys w Krakowie chce czerpać z wiedzy i doświadczenia amerykańskich kolegów. - Korzystamy z materiałów sprowadzonych z USA - mówi Judyta Andrijew, koordynator projektu Szkoły Coachów Rodzicielskich. - Metody nie są nowe, ale w Polsce dotąd nie były szeroko znane. Właścicielka Pracowni, śp. Ela Sołtys, zachwyciła się efektami programu ABECADŁO, który przyniósł w USA znakomite rezultaty i postanowiła zaadaptować go w Polsce. “Abecedarian Project” realizowany w Północnej Karolinie od początku lat 70- tych ubiegłego wieku przez zespół psychologów pod kierownictwem Dr. Josepha Sparlinga, okazał się bardzo skuteczny w rozwoju  dzieci, co potwierdziły wieloletnie badania. Dzieci biorące udział w projekcie osiągały znacząco wyższe wyniki w zakresie inteligencji (w tym językowej), czytania i matematyki oraz kompetencji społecznych. - Celem amerykańskich psychologów było wyrównanie szans edukacyjnych dzieci z zagrożonych środowisk oraz przeciwdziałanie opóźnieniom rozwojowym  - opowiada Judyta Andrijew. - Opracowano zestaw stymulujących “gier edukacyjnych” oraz nowatorską metodę “interaktywnego czytania”. W projekcie wzięła udział ponad setka dzieci w wieku od 6 tygodnia do końca 5 roku życia, przeważnie z rodzin afroamerykańskich, wychowywane przez samotne, młodociane matki o niskim poziomie wykształcenia, osiągające w testach inteligencji wyniki z dolnej granicy normy. Po ukończeniu przez uczestniczące w projekcie dzieci 5 roku życia, śledzono ich dalsze losy oraz przebieg edukacji, aż do ukończenia 21 roku życia i porównywano wyniki z rezultatami rówieśników. Efekty zaskoczyły samych twórców “Abecedarian Project”.
Okazało się, m.in., że w późniejszych latach osoby objęte programem zdecydowanie rzadziej niż rówieśnicy z grupy kontrolnej wchodziły w konflikt w prawem, zażywały narkotyki czy nadużywały alkoholu. Zdobywały wyższe wykształcenie i zatrudnienie na odpowiedzialnych stanowiskach. Także matki dzieci uczestniczących w ABECADLE kontynuowały edukację i zdobywały lepszą pracę.

LEPSZA INWESTYCJA NIŻ INTERWENCJA
Po pomoc do poradni i gabinetów psychologicznych czy pedagogicznych rodzice zwracają się, gdy już jest bardzo źle, gdy nie radzą sobie z emocjami własnymi i swoich dzieci. Coaching rodzicielski może sprawić, że interwencje nie będą potrzebne, bo jeśli polscy rodzice nauczą się, jak właściwie postępować z dzieckiem od urodzenia, jest duża szansa, że unikną problemów wychowawczych w kolejnych latach. - Wnioski do jakich doszli  amerykańscy badacze wskazują, iż wczesna edukacja ma znaczący wpływ na dalszy rozwój dzieci - przekonuje Andrijew. - Dodatkowo wielką wartością programów edukacyjnych włączających rodziców w pracę z ich dziećmi jest korzystny wpływ na umacnianie więzi rodzic-dziecko, budowanie prawidłowych relacji, wzmacnianie ich kompetencji rodzicielskich oraz motywowanie do pracy nad własnym samorozwojem.

Jeśli zainwestujemy w rozwój dziecka od narodzin, zwiększymy szansę, że w latach szkolnych i w czasie dojrzewania interwencje pedagogów czy psychologów nie będą konieczne. - Inne kraje europejskie już dawno odkryły, że warto w dzieci inwestować -  mówi psycholog i trener Marta Kowalczuk. - W Polsce mamy trochę trudniej, bo przez wiele lat odpowiedzialność za dzieci była rozmyta, spychana przez szkołę na rodziców, przez rodziców na szkołę, na system, nie mieliśmy też dostępu do zachodnich metod. Ale teraz mamy i wiemy, że to działa. Spotykamy się w małych grupach  - z dwojgiem, trojgiem rodziców i ich malutkimi dziećmi: kilkumiesięcznymi, rocznymi czy dwuletnimi. Uczymy ich, jak być coachem dla swoich dzieci.

OFERTA SZKOLENIOWA CZY STYL ŻYCIA?
Czy coaching rodzicielski jest kursem miłości do własnych dzieci? Coś w tym jest. Bo dobrze wychowane, zaopiekowane dziecko zaczyna się od wychowanego, świadomego rodzica. Zmiana zachowań u rodzica wyzwala zmianę zachowań u dziecka.

Na świecie coaching dla rodziców ma wiele odmian, w Anglii np. organizuje się spotkania dla rodziców szukających wsparcia, gdy już nie radzą sobie z dziećmi. Problem jest na tyle duży, że zajęło się nim państwo - w większości programy są społeczne, finansowane przez rząd. Ale to pewnie dlatego, jak zauważa psycholog z Oxfordu Agnieszka Pasek , w Anglii dzieci nie słuchają rodziców, a rodzice nie wspierają swoich dzieci w rozwijaniu postrzegania świata. - Tu jest coaching głównie dla dzieci, którym źle idzie, albo częściej dla rodziców, którzy nie opiekują się dziećmi  wystarczająco dobrze - mówi  Agnieszka Pasek . - Jest kilka ciekawych podejść -  Parenting Classes, Parenting Skills, Parent Support, treningi grupowe I indywidualne, prowadzone przez social workerów albo przez innych rodziców lub przez terapeutę, albo przez jakąś organizację pracującą na rzecz dzieci. W każdym regionie, takim jak np. Oxford i pobliskich miejscowościach, pewnie kilkaset osób rocznie zapisuje sie na jakiś trening rodzinny. To tutaj dość powszechne.

Agnieszka Pasek  mówi, że bardzo popularny jest trening Webster Strattona: krótki kurs 10 spotkań dla rodziców, grupowo lub indywidualnie, polegający na dostrzeganiu i koncentrowaniu się na dobrych stronach swoich dzieci i omawianiu tego coachem. -Chodzi tu o uważność i koncentrację na swoim ziecku, dostrzeganie zmian w zachowaniu, sprawdzaniu reakcji: czy dzieci się cieszyły, czy złościły - opowiada Pasek. - Uczymy rodziców zmiany zachowań, które wyzwolą również zmianę zachowań u dzieci, kładzie się nacisk na to, by rodzice okazywali dzieciom, jak bardzo ich cieszą zmiany u synów i córek  na lepsze. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale często przynosi efekt u dzieci w wieku 1-10 lat.

Największym angielskim programem społecznym jest Sure Start (Pewny Start) zwracający uwagę na fakt, że jeśli dziecko do 5., 6.  roku życia nie zostanie prawidłowo stymulowane do rozwoju, będzie mieć później gorsze szanse w życiu. - Przeznacza się na te programy wiele pieniędzy, w każdym mieście jest co najmniej kilka ośrodków oferujących udział w programie Sure Start - mówi Pasek. - Dostępne są dla wszystkich chętnych, korzystają z nich i pełne rodziny, i samotne matki. W programie udział biorą całe armie wolontariuszy asystujących rodzinom. Są “przyjacielem” w domach, w których  być może nie ma prawdziwych przyjaciół, pomagają w obowiązkach domowych, robią zakupy, towarzyszą w codziennych zajęciach. To wszystko finansuje państwo.
W Polsce niezwykle wartościowym działaniem wspierającym rodziców jest, już od lat,  Szkoła dla Rodziców i Wychowawców oparta o metodę Faber i Mazlish (m.in. książka: “Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Faber i Elaine Mazlish), podobna do angielskiego treningu Webster Strattona. Szkołę tę prowadzi Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej, placówka doskonaląca nauczycieli, powołana przez Ministra Edukacji Narodowej. Ale szkół dla rodziców, szkoleń dla rodziców wciąż nie ma.

KOMPETENTNY RODZIC, SZCZĘŚLIWE DZIECKO
Coaching rodzicielski, szeroko stosowany w krajach zachodnich, w Polsce dostępny i stosowany póki co jedynie instytucjach komercyjnych, wpływa na relacje w całej rodzinie, uczy wszystkich jej członków uważności na drugiego człowieka, co pozwala budować prawdziwe, a nie życzeniowe relacje. Metoda nie nakłada też na dzieci i rodziców dodatkowych obowiązków, czy wysiłku.  - To są proste ćwiczenia - mówi Marta Kowalczuk z Pracowni Psychologicznej. - Relaksacja, masaże, muzykoterapia, kontakt z dzieckiem pozawerbalny, np. przez dotyk, unoszenie, kołysanie. Klucz tkwi, po pierwsze w świadomości, po drugie w konsekwencji stosowania. Zadaniem rodzica jest poznać metodę, czy ćwiczenie i konsekwentnie to z dzieckiem powtarzać, żeby przekonać się za jakiś czas, jaki rezultat osiągnął. To wszystko.

Co można zobaczyć u trzytygodniowego dziecka? - Np. to, że nawiązuje się relacja - przekonuje Anna Gużda, pedagog rodzinny, która zapisała się do Szkoły Coachów Rodzicielskich. - To wszystko dzieje się w zabawie, nie trzeba poświęcać dodatkowego czasu. Dla wielu rodziców będzie to naturalna reakcja, dotykiem i masażem możemy dziecko rozluźnić, uspokoić ale także świadomie tworzyć z nim bliskość, więź. Ta wiedza u rodziców nie zawsze jest intuicyjna, coach rodzicielski pomaga im to dostrzec, ale już konsekwencja w stosowaniu metody zależy od rodzica.

RODZIC JAKO EKSPERT

To rodzic, nie coach, wciąż pozostaje głównym ekspertem w sprawach swoich dzieci. To on wie najlepiej, czego potrzeba jego dziecku, to on zna jego reakcje najlepiej, to on będzie dla niego najlepszym nauczycielem, coachem, trenerem. Ważne, by zdobył kompetencje i większą świadomość siebie. Bo rodzicielstwo to dziś prawdziwe wyzwanie. Rozwija się jak każda inna dziedzina życia i nauki, i dobrze - bo nie ma chyba nic piękniejszego i ważniejszego, niż stwarzać warunki do rozwoju szczęśliwych ludzi. Z kilkudniowym niemowlęciem można się już 2komunikować2, nie wystarczy go tylko pielęgnować.-? Rodzice często mają trudność z interpretowaniem sygnałów wysyłanych przez ich maluszka - mówi Andrijew, koordynator projektu Szkoły Coachów Rodzicielskich  - By nie zginąć wśród mądrych, ale często sprzecznych rad z poradników, trzeba słuchać własnego instynktu oraz - co najważniejsze -  własnego dziecka. Czyż nie byłoby pięknie, gdyby po świecie chodziło więcej spełniających sie w swej roli rodziców oraz ich szczęśliwych, otoczonych miłością dzieci?

Pewnie, że byłoby pięknie! W tym wszystkim warto jednak pamiętać, że nawet najlepszy coaching nie zastąpi mądrej miłości rodziców do dziecka , może ją tylko  wzmocnić.

RENATA MAZUROWSKA
www.wpelnidnia.pl

Po co nam Alicja?

marzec21

Po co nam Alicja?

Zawsze chciałam napisać coś na temat “Alicji w krainie czarów”. I dobrze się złożyło, że Rzeczpospolita zamówiła o niej tekst. Artykuł napisałam, przy okazji porozmawiałam sobie z moją dawną uniwersytecką nauczycielką dr Moniką Graban-Pomirską. Była to miła rozmowa i artykuł też niczego sobie, myślę…

Po co nam Alicja? - Rzeczpospolita, Piątek Plus, 19.03.2010

Mała szansa, Marjolijn Hof

marzec9

Mała szansa, Matjolijn Hof

Pewnie to się wyda dziwne, że prawie 40-letnia kobieta płacze po przeczytaniu książki dla dziesięciolatków (która to książka nie jest ani “Małą księżniczką” ani “Tajemniczym ogrodem”). A jednak się stało. Rozpłakałam się. Uprzedzam, na pewno nie grozi to dziesięcioletnim czytelnikom “Małej szansy”. Oni na pewno po lekturze pomyślą sobie, że ta Kiki jest świetną dziewczyną i chętnie by się z nią zaprzyjaźnili. A ja zapłakałam chyba z powodu geniuszu autorki. Opisana w książce historia dziesięciolatki z Holandii, której tato - lekarz wyjeżdża na wojnę, naprawdę nie zawiera zbędnego słowa. W tej książce właściwie niewiele się dzieje. Uczucia i emocje bohaterki i jej mamy nie są nazwane. Dowiadujemy się o ich sile, kiedy Kiki trzyma nad balustradą swojego psa, a jej mama - płacze długo w noc. Nie ma tam spektakularnych dramatów, wyznań miłości. Jest dziecięcy bunt, bezradność. Genialne opisany sposób na zaczarowywanie losu jest opisany ze znakomitym wyczuciem wyobraźni i emocji wchodzącego w coraz bardziej skomplikowany świat, młodego człowieka. Książka jest unikatowa, bo wypełnia lukę między słodko-lukrowanymi opowieściami o dziewczynkach oraz mega-niegrzecznych chłopcach a powieściami o pierwszych pocałunkach dla dorastających panienek. Sięgając pamięcią 30 lat wstecz przypomniała mi się malutka książeczka “Jak ty piszesz, Kotten” Marity Lindquist, w podobnie kameralny i empatyczny sposób opisująca świat emocji już prawie nastolatka. Polecam, nie tylko dla dziesięciolatków.

——————————–
Mała szansa, Marjolijn Hof
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2010
Oprawa twarda, 92 strony, 24,90 PLN

Gut reingerutscht ins neue Jahr

styczeń5

Gut reingerutscht ins neue Jahr

Zaczynam po niemiecku, bo my wciąż w Niemczech, ale kontynuuję już po polsku, czyli Szczęśliwego Nowego Roka (Rocka - jak kto sobie życzy :) Dziekuję za życzenia i zainteresowanych informuję, że jak tylko wyruszyliśmy w przedzień wigilii do Nadrenii Północnej Westfalii, nasze pociechy zwymiotowały to, co miały w żołądkach podczas pierwszych 15 minut jazdy. W związku z tym uznaliśmy, że nie mają już czego zwracać, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by jechać dalej. To pojechaliśmy. I przebywając tu w Dusseldorfie poczyniłam sporo obserwacji w interesującej mnie dziedzinie literatury dziecięcej. A więc:

  • wspólnie z Omą (babcią) Krysią ustaliłyśmy, że niektóre wiersze Brzechwy się zestarzały (babcia dużo czyta naszym córkom), szczególnie “Kłamczucha”: “To nie są żadne kłamstwa, tylko wspaniała dziecięca fantazja” - wykrzyknęła oburzona Oma Krysia. I nie pozostało mi nic innego, jak się z nią zgodzić.
  • doskonałe książki dla dzieci kupuje się w niemieckich antykwariatach, np. znakomity leksykon z 1977 roku za 2 euro, w którym wprawdzie komputery pokazane są jak olbrzymie ekrany i nie ma np. płyt CD, ale za to przepiękne namalowane owoce, warzywa, kwiaty, zioła i zwierzęta. Coś lepszego od naszej rodzimej encyklopedii również z lat 70-tych pt. “Polska. Moja ojczyzna”. Kto ją jeszcze pamięta?
  • stanęłam także przed dylematem cenzurowana bajek. Babcia zaczęła o Czerwonym Kapturku w wersji soft (Wilk to dobry kompan Babci), więc nie pozostaje mi nic innego, jak kontunuować w tym duchu. Tylko co na to Jakob Ludwig Carl i Wilhelm Grimm, którzy 350 km na wschód stąd pisali Czerwonego Kapturka w bibliotece w Kassel?
Zdjęcie: M
Zdjęcie: Maia & Lena w studiu swojego wuja Matthiego, Düsseldorf

Wesołych, bajkowych, książkowych i każdych innych świąt!

grudzień21

Wesołych, bajkowych, książkowych i każdych innych świąt!

I znowu minął rok. Są tacy, których denerwują święta, ale ja do takich nie należę, choć świetnie by było przynajmniej raz na 10 lat uniknąć świątecznej gorączki, a nigdy się nie udaje. W tym roku siedzę jak na szpilkach, bo Maia i Lena złapały wirusa i nie wiemy czy pojedziemy na wigilię za zachodnią granicę czy zostaniemy w domu. Ale to siedzenie na szpilkach nie przeszkadza mi w tym, żeby Państwu życzyć.
Niech się spełni!!!

posted under ogólna | 6 Comments »

IBBY rozdała…

grudzień18

IBBY rozdała

Jak co roku polska sekcja IBBY zebrała się i rozdała nagrody, a ja - raczej z obowiązku (bo, niestety, ta nagroda nie przekłada się, ani na zwiększoną promocję, ani rodzice nie rzucają się na nagrodzone książki. Jest prestiżowa, ale może oprócz uściśnięcia dłoni autora, nagrodzoną książkę powinny natychmiast kupić z przydziału wszystkie biblioteki w tym kraju? - co Państwo na to?) przypominam, że:

Medale za całokształt twórczości odebrały Maria Ekier (pamiętamy: Kocur mruży ślepia złote) w kategorii graficznej oraz Maria Ewa Letki w kategorii literackiej.

Nagrodę dla ilustratorów Książka Roku 2009 otrzymali:

1. Paweł Pawlak za ilustracje i projekt graficzny książki Podręczny NIEporadnik. Do czego nie służy młotek z tekstem Wojciecha Widłaka (Czerwony Konik)

2. Elżbieta Wasiuczyńska za książkę autorską Mój pierwszy alfabet w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej (LektorKlett) - Pani Elżbieto, zachwycałam się Pani książką od początku, widać mam w sobie coś z członka IBBY :)

Wyróżnienia dla ilustratorów Książka Roku 2009 otrzymali:

1. Ignacy Czwartos za ilustracje do książki Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie Wojciecha Feleszki (Hokus-Pokus).

2. Monika Hanulak za opracowanie graficzne książki Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości Leszka Kołakowskiego (Muchomor)

3. Marta Ignerska za ilustracje do książki Babcia robi na drutach Uri Orleva (Wytwórnia)

4. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak za Mój pierwszy atlas świata z tekstami Marii Deskur (LektorKlett)

5. Aleksandra Woldańska za ilustracje do książki Mrówka wychodzi za mąż z tekstem Przemysława Wechterowicza (Czerwony Konik)

Nagrodę literacką Książka Roku 2009 otrzymali:

1. Andrzej Maleszka za książkę dla dzieci Magiczne drzewo. Czerwone krzesło (Znak)

2. Ewa Nowak za książkę dla młodzieży Bardzo biała wrona (Egmont)

Wyróżnienia literackie Książka Roku 2009 otrzymali:

1. Zofia Beszczyńska za książkę Lusterko z Futra (Media Rodzina)

2. Grzegorz Gortat za książkę Szczury i wilki (Nasza Księgarnia)

3. Jacek Podsiadło za książkę Czerwona kartka dla Sprężyny (Nasza Księgarnia)

4. Małgorzata Strzałkowska za książkę Zielony i Nikt (Bajka)

Nagrodę za upowszechnianie czytelnictwa otrzymał Świerszczyk - magazyn dla dzieci

Z satysfakcją dodaję, że więcej niż połowę książek nagordzonych przez IBBY zanalizowałam na moim blogu. Miłej lektury. Gratulacje dla nagordzonych!

Nurek, Friedricha Schillera i Dietera Wiesmüllera

listopad29

Na łamach krysia/twins & co gościmy tatę owych twin girls ;) / Krysia

Moja recenzja jest bardziej “prezentem” dla wydawców dobrych książek dla dzieci - których w Polsce jest coraz więcej - oraz tych rodziców, którzy władają językiem niemieckim.
Leo (czyli tati Mai i Leny)

Przed prawie dwudziestu laty znalazłem czas na dość mozolną - bo w oryginale - lekturę tajwańsko-chińskiego rysownika komiksów, Cai Zhizhonga (po polsku nie został nigdy wydany, ale ukazał się po angielsku i niemiecku). Cai przywrócił na powrót do życia - dzięki swoim komiksom - klasykę literatury chińskiej w Azji Południowowschodniej. Ba, przywrócił jej status bestsellera. Zastanawiałem się wtedy, kiedy w Europie ktoś wpadnie na podobny pomysł, zamiast narzekać na coraz mniejsze zainteresowanie starymi mistrzami. Lata mijały.

Niedawno ta niekonwencjonalna forma zainicjowała w Niemczech powstanie przepięknej bajki dla dzieci (i dorosłych). 250 lat po tym jak Friedrich Schiller napisał “Nurka” (Der Taucher), jego ballada została zilustrowana przez uznanego w swoim fachu Dietera Wiesmüllera. Koncept publikacji założył wyjście naprzeciw i dzieciom, i dorosłym. Jest doprawdy poruszającą lekturą.
Schillera zajmowała najczęściej sytuacja człowieka postawionego gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią. Myślał obrazami, a jego język był głęboko sceniczny. Po dziś dzień temu dramaturgowi udaje się wywoływać obrazy powstające w wyobraźni czytelników jego dzieł. Dwa i pół wieku po nim interpretacją jego “Nurka” zajął się urodzony w 1950 roku Dieter Wiesmüller. Jego obrazy - bo ciężko je nazwać ilustracjami - przypominają dzieła najsłynniejszego bodajże przedstawiciela malarstwa romantycznego, Caspara Davida Friedricha. I na pewno są odbiciem obrazów wywołanych przez lekturę Schillera. Ballada, napisana w 1797 roku, opowiada o podłym królu, któremu dwa razy udaje się namówić odważnego młodzieńca do skoku z wysokiego klifu w odmęty morskie, za rzuconym przez władcę w toń złotym pucharem. Ilustracje Wiesmüllera zapierają dech w piersiach. Tak potwornie wzburzone morze, pokryte pieniącymi się grzywaczami znają najpewniej tylko wytrawni ludzie morza. Kunszt artysty nie mógł być bardziej udany: mały człowiek w obliczu potężnego żywiołu, który go przeraża, ale i nieodparcie przyciąga.

Genialnym pociągnięciem wydawnictwa Carlsen Verlag było podzielenie książki na dwie części. W pierwszej znajduje się cały epos Friedricha Schillera, w drugiej drukowane na dwóch stronach interpretacje Dietera Wiesmüllera. Lektura zadowala dorosłego, ale jeszcze bardziej dziecko, któremu ten pierwszy zaczyna opowiadać balladę własnymi słowami. Przed najmłodszymi otwiera się świat baśni, tworząc jednocześnie zalążek związku z klasyką literatury. W dwustupięćdziesięciolecie urodzin Friedricha Schillera - które miało miejsce 10 listopada b.r. - warto zanurkować w balladzie Schillera i odważyć się na skok w odmęty stworzone przez Wiesmüllera. Na status bestsellera książka zasłużyła już teraz, i na pewno nie jest to ocena na wyrost.

-

Der Taucher, Friedrich Schiller & Dieter Wiesmüller
Carlsen Verlag
Rodzaj: książka dla dzieci, 5-7 lat
Rok wydania: październik 2009
Wydanie: 40 stron, twarda okładła, 32,8 x 24,8 x 1,2 cm
ISBN: 978-3551517166

19,90 euro

Do kupienia na amazonie:

Mikołaju, przynieś mi wór następujących książek :)

listopad24

Mikołaju, przynieś mi wór następujących książek:

Boże Narodzenie za progiem, choć jeszcze miesiąc pozostał. Ale po wysokości choinek w centrum handlowym Sadyba Best Mall i rozstawionych na 100 metrach kwadratowych kramików z ozdobami choinkowymi, a przede wszystkim po licznych listach od moich ukochanych czytelników bloga, wnioskuję, że czas najwyższy.
Oto więc najbardziej subiektywna z subiektywnych lista książek dla świętego Mikołaja. Kolejność przypadkowa. Wybór mój oraz Mai i Leny (czasami się nie zgadzamy, ale najczęściej tak). Uwaga! To będą nie tylko nowości, ale także książki wygrzebane lub kupione na przecenach :) tak, tak, tam też można znaleźć perełki. Podaję orientacyjne ceny, żeby Mikołaj nie nadużył debetu na karcie kredytowej, chociaż na książki to nie żal wydawać, święty Mikołaju.

1. Pan Miś jest głodny, Karma Wilson/Jane Chapman, wydawnictwo Egmont - kupione w składowisku tanich książek za jedyne 9,50 PLN (warto tam szukać!!!!), świetna historyjka znakomicie, choć prosto zilustrowana. Dużo zwierząt, poziomek, koniczyny, zieleni. Zwykle nie zajmują mnie książki takich wydawnictw, ale ta jest wyjątkowa. Dziewczęta skandują: “Wciąż był głodny … PAN MIS!”
2. Baśnie afrykańskie, Kama Sywor Kamanda/Miloš Kopták, wydawnictwo Media Rodzina - ta lektura musi na moje małe córeczki poczekać jeszcze z 10 lat, ale ja z przyjemnością ją podczytuję. Nie dość, że literacko jest naprawdę klimatyczna, to w dodatku ilustracje - znakomite, doskonałe, fantastyczne. 49 PLN,  naprawdę warto! Czekamy na Baśnie norweskie z ilustracjami Marii Ekier.

3. Mój pierwszy alfabet, Elżbieta Wasiuczyńska, wydawnictwo LektorKlett - dla maluchów, Maia i Lena uwielbiają - nic dziwnego, że autorka jest nominowana za nią do nagrody IBBY. Recenzja była już na mojej stronie, wiec niniejszym tam zapraszam, 24,90 PLN.

4. Wielkie pytanie, Wolf Erlbruch, wydawnictwo Hokus-Pokus - książka dla całej rodziny, właściwie można ją mieć na półce tylko jedną i …. więcej nic nie potrzeba. Wszystko zaś co się o niej napisze będzie banałem, więc już nic nie piszę, oprócz ochów i achów. 29,90 PLN.
5. Muk w podróży dookoła świata, Marc Boutavant, wydawnictwo Wytwórnia - siłę Muka zobaczyłam na własne oczy, kiedy kolega Mai i Leny - ich rówieśnik Joshua (pół spocianin, pół singapurczyk) bezbłędnie i swobodnie przechodził z japońskiego “konnichiwa” (dzień dobry) pokazując na Japonię, do arabskiego “salam, wskazując na Egipt”. Poza tym nieobce mu były słowa “Sahara” czy “tukan”. Dlatego właśnie warto mieć Muka i zachwycać się nim. 30 PLN.
6. Co babcia i dziadek śpiewali, kiedy byli mali? wybór Katarzyna Zachwatowicz-Jasieńska, wydawnictwo Impuls - w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy chce wyśpiewać swoją własną pieśń. I taki moment nadszedł właśnie w życiu Mai i Leny. Na razie słuchają i ich repertuar ogranicza się do “W zielonym gaju”, “Oj dana oj dana”, “Zuzia, lalka nieduża” oraz “Stary niedźwiedź”. Ale czuję, że już wkrórce nadejdzie moment rozszerzenia repertuaru. I dlatego ta książka jest ABSOLUTNIE niezbędna. Ilustracje może nie są za bajeczne, ale liczy się zawartość czyli 2 CD z wersjami śpiewanymi i wersjami instrumentalnymi. Są nuty i słowa ponad 60 piosenek! Stareńkich, klasycznych, czyli doskonałych. W profesjonalnym wykonaniu. Odtwarzacz postawiłam sobie w kuchni i śpiewam, że w “poniedziałek rano kosił ojciec siano, kosił ojciec, kosił, ja, kosiliśmy obydwa” (nie zważając, że jest to piosenka o alkoholizmie i przegranych życiowych szansach:) oraz “miała baba koguta, wsadziła go do buta” (pomijając fakt, że pani z piosenki ewodentnie nadaje się na zadenuncjonowanie jej przez Towarzystwo Ochrony Zwierząt). Dawno nie pamiętam, żeby śpiewanie sprawiało mi tyle radości. Bo jak się okazuje i maluchy, i dorośli, uwielbiają klasykę. 29 PLN.

7. Lądowanie rinowirusów, Wojciech Feleszko/Ignacy Czwartos, wydawnictwo Hokus - Pokus - jak rozwijać dziecko to nie tylko słowotwórczo, muzycznie, geograficznie, ale także medyczno-estetycznie. W razie jakiejś choroby (odpukać!!!!) albo i bez niej, książka duetu Feleszko/Czwartos (a będzie ciąg dalszy!) obowiązkowo w domowych pieleszach. 29 PLN

8. Mama Mu, Jujja Wieslander, Tomas Wieslander/Sven Nordqvist, wydawnictwo Zakamarki - książki z tej serii można kupować w ciemno, a do tej pory ukazały się ich trzy, kolejne - właśnie oglądają światło dzienne. Te pełne humoru, wartkiej akcji i suspensu książki spodobają się maluchom (świetne ilustracje) i trochę starszym (humor sytuacyjny i absurd). Maia i Lena kochają Mamę Mu. Za wszystko. Najlepiej kupić od razu całą serię. I książeczkę do malowania. Za egzemplarz Mamy Mu ok. 24 PLN

9. Czyja to babcia, Stina Wirsen, wydawnictwo Stentor - mam wrażenie, że niedoceniona jedna z serii książek z zabawnie narysowanymi misiami, a opowiadająca o dosyć poważnych sprawach: samotności, egoizmie. Z podtytułem “edukacja emocjonalna”, czyli pomagająca maluchom w ich uczuciowych rozterkach. Myślę, że warto kupić komplet. Polecam także z tej samej serii: “Kto jest samotny?” 15 PLN.

10. Atlasy, wydawnictwo LektorKlett - kompletny i odjechany wypas geograficzno-estetyczny. Sześć albumów o sześciu kontynentach i na dokładkę jeszcze jeden “Mój pierwszy atlas świata” autorstwa małżeństwa Pawlaków. Można kupować w ciemno. Każdy egzemplarz ok. 23 PLN.

11. Ogródek, Maria Kownacka/Maria Orłowska-Gabryś, wydawnictwo Zysk - kiedy wzięłam do ręki tę książkę zobaczyłam oczyma duszy mojej wieś mojego dziadka i mojego dzieciństwa, której już nie ma, tkliwość w sercu poczułam i tęsknotę. Za kwoką wodzącą kurczęta, groszkiem na tyczkach i szpakami w budce. To wszystko można znaleźć w tej książce. Maluchy obejrzą z otwartymi buziami, gwarantuje, a rodzice się wzruszą. 10 PLN.

12. Czy chcesz być moim przyjacielem? Eric Carle, wydawnictwo Tatarak - tego autora nie trzeba przedstawiać, bo bajkę o żarłocznej gąsiennicy znają i podziwiają wszyscy. Tym razem myszka znajduje się w ciężkiej sytuacji życiowej, bo szuka przyjaciela. Prosty, a jednocześnie genialny zabieg konstrukcyjny, sprawia, że książkę czyta się i ogląda fantastycznie. 17 PLN.

13. Nieznane przygody Mikołajka, Sempe/Goscinny, wydawnictwo Znak - trochę niżej na blogu wszystko zostało powiedziane, 32 PLN

I to tyle. Oczywiście, mogłoby być dużo więcej, ale …. nich Mikołaj też sobie troszkę poczyta. Hoł, hoł, hoł!

« Older Entries